Zaproszenie na wykład Stowarzyszenia Fides et Ratio

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Nauczyciel wobec problemów globalnego nastolatka

W dniu 12.03 2011 r. odbędzie się w Lublinie (KUL) X Ogólnopolska Konferencja Nauczycieli i Wychowawców, pt.: „Nauczyciel wobec problemów globalnego nastolatka” organizowaną przez Fundacją Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej oraz Katedrę Pedagogiki Chrześcijańskiej KUL.
Tematem obrad będzie problematyka związana z trudnym okresem dojrzewania. Opłata konferencyjna wynosi 25 zł. Zgłoszenia udziału przyjmowane są do 10 marca pod nr tel. 81 743 75 15 (pon.-pt. w godz. 8.00-15.00); lub pocztą elektroniczną na adres: ien@ien.pl
Zachęcam do podania tej informacji dalej
Oto szczegółowy program konferencji:JUBILEUSZOWA X OGÓLNOPOLSKA KONFERENCJA
NAUCZYCIELI I WYCHOWAWCÓW
„NAUCZYCIEL WOBEC PROBLEMÓW GLOBALNEGO NASTOLATKA”
Lublin, 12 III 2011 (sobota)
Program:
9.30 – Otwarcie konferencji
9.40 – O człowieku – wypowiedź filmowa o. Mieczysława A. Krąpca
10.00 – Dojrzewanie młodzieży: dom – szkoła – społeczność – ks. dr Bogdan Czupryn (KUL)
10.30 – Psychopedagogiczny portret współczesnego nastolatka – prof. dr hab. Alina Rynio (KUL)
11.00 – Dyskusja, Przerwa
11.20 – Przestrzeń społeczna współczesnych młodych – ks. dr Andrzej Łuczyński (KUL)
11.50 – Agresja nastolatków a możliwości wychowawcze nauczyciela – dr Elżbieta Januszewska (KUL)
12.20 – Nauczyciel wobec e-pokolenia – dr Ewa Smołka, dr Dorota Bis (KUL)
12.50 – Dyskusja, Przerwa
13.35 – Dyskusja panelowa pt. Świat globalnego nastolatka:
dr Barbara Kiereś (KUL) – Nauczyciel wobec zaburzonych relacji nastolatków z rodzicami
dr Andrzej Januszewski (KUL) – Narcystyczna osobowość młodzieży – propozycje terapeutyczne
dr Magdalena Łuka (KUL) – Zabawowy styl bycia młodych – wyzwaniem dla nauczycieli
dr Piotr Magier (KUL) – Nastolatek między patriotyzmem a globalizmem
dr Beata Jakimiuk (KUL) – Globalny nastolatek w świecie Internetu
15.00 – Prezentacja multimedialna: Globalny nastolatek w statystykach
15.15 – Zakończenie
Ekspozycja plakatowa:
mgr Stanisława Konefał (KUL) – Nastolatek wobec współczesnych modeli przyjaźni
dr Bernadeta Lelonek-Kuleta (KUL) – Młodzież a hazard – typy i mechanizm uzależnienia
ks mgr Marek Jeziorański (KUL) – Alienacja młodych w subkulturach
mgr Iwona Szewczak (KUL) – Młodzi wobec chaosu kulturowego
mgr Katarzyna Braun (KUL) – Wolontariat jako odpowiedź na potrzeby współczesnego nastolatka
dr Ewa Domagała-Zyśk (KUL) – Młodzież wobec niepełnosprawnych
dr Anna Petkowicz (KUL) – Harcerstwo szansą integralnego rozwoju

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

List katolików włoskich do Ojca św. Benedykta XVI

Wasza Świątobliwość,

jesteśmy grupą katolików niewymownie wdzięcznych Ojcu Świętemu jako pasterzowi Kościoła powszechnego za dzieło dokonane w ostatnich latach; dziękujemy Waszej Świątobliwości za wielki szacunek dla ludzkiego rozumu, za wydanie „Motu proprio Summorum pontificum”, za owocną relację z anglikanami, którzy na nowo jednoczą się z Kościołem katolickim, i za wiele innych spraw.

Ośmieliliśmy się napisać do Ojca Świętego po tym, jak dowiedzieliśmy się – krótko po masakrze chrześcijan koptyjskich w Egipcie – o zamiarze zwołania w październiku międzyreligijnego spotkania w Asyżu, w 25 lat po „Asyżu 1986”.

Pamiętamy wszyscy to wydarzenie sprzed tylu już lat.

Wydarzenie niebywale medialne, które – niezależnie od intencji i deklaracji osoby, która za nie odpowiadała – miało następstwa niepodważalne, powodujące w świecie katolickim indyferentyzm i relatywizm religijny.

To od tego czasu we wspólnocie chrześcijan nasiliło się przekonanie, jakoby znane od wieków nauczanie Kościoła – „jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego”, na temat jedyności Zbawiciela, należało w pewnym sensie odłożyć do archiwum.

Doskonale przypominamy sobie przedstawicieli wszystkich religii zgromadzonych w katolickiej świątyni, w kościele Santa Maria degli Angeli, stojących w szeregu z gałązką oliwną w ręku: tak jakby chcieli powiedzieć, że pokój nie przychodzi przez Chrystusa, ale – jednakowo – przez założycieli wszystkich wierzeń (Mahometa, Buddy, Konfucjusza, Kali, Chrystusa…).

Mamy w pamięci modlitwę muzułmanów w Asyżu, w mieście Świętego, który za jeden z celów obrał sobie nawrócenie wyznawców islamu.

Pamiętamy modlitwę animistów, ich przywoływanie duchów żywiołów, a także modlitwy innych wierzących czy przedstawicieli religii nieteistycznych, jak dżinizm.

Ta „wspólna” modlitwa – niezależnie od jej celu – chcąc nie chcąc przyczyniła się do tego, że wielu uwierzyło, iż wszyscy modlą się do „tego samego Boga”, choć o różnych imionach.

Tymczasem Pismo Święte mówi jasno: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” (1 przykazanie); „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie” (J 14, 6).

Piszący oczywiście nie przekreślają dialogu z kimkolwiek, bez względu na wyznawaną religię.

Żyjemy w świecie i każdego dnia rozmawiamy, dyskutujemy, kochamy, nawet tych, którzy nie są chrześcijanami, ale ateistami, wątpiącymi czy wyznawcami innych religii. Jednak to nie przeszkadza nam wierzyć, że sam Bóg przyszedł na ziemię, zgodził się pójść na śmierć właśnie po to, by wskazać nam Drogę i Prawdę, a nie jedną z wielu możliwych dróg i prawd. Chrystus jest dla nas, chrześcijan, Zbawicielem: Jedynym Zbawicielem świata.

Z przestrachem wracamy więc myślą do wydarzeń sprzed 25 lat, przypominając sobie widok zabitych kur leżących na ołtarzu św. Klary – zgodnie z plemiennym rytuałem – i figurę Buddy umieszczoną nad ołtarzem w kościele św. Piotra, nad relikwiami biskupa Wiktoryna, męczennika, który w IV w. oddał życie za wiarę.

Pamiętamy katolickich kapłanów, którzy podporządkowali się obrzędom inicjacyjnym innych religii: wstrząsający obraz tym bardziej że o ile „głupotą” jest chrzcić dorosłego, który nie wierzy w moc chrztu, o tyle absurdem jest, żeby katolicki kapłan poddawał się obrzędowi, który nie reprezentuje dla niego żadnej wartości ani pożytku. Postępując w ten sposób, przekazuje się pewną informację, a mianowicie, że obrzędy – wszelakie – są jedynie pustymi ludzkimi gestami. Że wszelkie koncepcje boskości są sobie równe. Że wszelkie moralności – bez względu na religie, z których się wywodzą –są zamienne.

To właśnie ów „duch Asyżu”, który później długo był ubarwiany w mediach i sferach Kościoła skorych do relatywizmu, wprowadził zamęt. Wydał nam się obcy Ewangelii i Kościołowi Chrystusowemu, który nigdy, przez dwa tysiące lat, taką drogą nie szedł. Pragnęliśmy zatem przywołać ironiczne uwagi pewnego francuskiego dziennikarza: „W obecności tak wielu religii łatwiej uwierzyć, że albo wszystkie one są wartościowe, albo że wszystkie są bez znaczenia. Widząc w ten sposób jednocześnie tylu bogów, można się zastanawiać, czy oni wszyscy nie są równowartościowi czy jest wśród nich tylko jeden, prawdziwy. Sarkastyczny paryżanin [sceptyk i ateista] będzie naśladował sceptycznego kolekcjonera, którego przyjaciel dopiero co strącił jakiegoś bożka z mensy, a on na to: «O ja nieszczęsny, przecież to mógł być prawdziwy Bóg»”.

Zmieszani, pociechę znaleźliśmy wówczas w licznych wypowiedziach papieży, którzy zawsze potępiali tego rodzaju „dialog”.

Kongres wszystkich religii był już wcześniej organizowany w Chicago w 1893 r., i w Paryżu w 1900 roku. Jednak Ojciec Święty Leon XIII zakazał katolikom uczestnictwa w nich.

Tę samą postawę przyjął Pius XI, papież, który potępił ateizm komunistyczny i nazistowski, i który jednocześnie potępiał jakiekolwiek próby jednoczenia ludzi w imię jakiegoś niesprecyzowanego i niejasnego wymiaru religijnego, bez Chrystusa.

Jego Świątobliwość pisał wówczas w swojej encyklice „Mortalium Animos” [O popieraniu prawdziwej jedności religiiFrancesco Agnoli] (Objawienie Pańskie 1928 r.) właśnie w kwestii kongresów ekumenicznych: „Przekonani, że bardzo rzadko tylko znajdzie się człowiek, który nie miałby w sobie uczucia religijnego, widocznie żywią nadzieję, że mimo wszystkich różnic zapatrywań religijnych nie trudno będzie, by ludzie przez wyznawanie niektórych zasad wiary, jako pewnego rodzaju wspólnej podstawy życia religijnego, w braterstwie się zjednali. W tym celu urządzają zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one zasadzają się na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i krok po kroku popadają w naturalizm i ateizm…”.

Z dystansu już możemy powiedzieć, że Pius XI miał rację, nawet na poziomie zwykłej celowości. Jaki był w rzeczywistości skutek „Asyżu 1986”, mimo słusznych deklaracji Papieża Jana Pawła II mających zapobiec tego typu interpretacji?

Jakie jest przesłanie, które przekazują znowu sami organizatorzy, media, a także wielu nowoczesnych duchownych chcących wstrząsnąć Tradycją Kościoła?

To, co dotarło do wielu chrześcijan za pośrednictwem obrazu, który zawsze jest najbardziej sugestywny, a także za pośrednictwem gazet i telewizji – jest bardzo jasne: relatywizm religijny, który staje się równoznaczny z ateizmem.

Jeśli wszyscy modlą się „razem” – stwierdziło wielu – wówczas wszystkie religie stają się sobie „równe”: ale jeśli tak jest, to żadna z nich nie jest prawdziwa.

W tamtym czasie Wasza Świątobliwość jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary wraz z kard. Giacomo Biffim i wieloma innymi, znalazł się w grupie wyrażających poważne obawy. Stąd też w kolejnych latach Wasza Świątobliwość nie uczestniczył nigdy w podobnych inicjatywach wspólnoty św. Idziego.

W istocie, tak jak Wasza Świątobliwość napisał w książce pt. „Wiara, prawda, tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata”, krytykując indyferentystyczny ekumenizm, dla katolików „powinno być jasne, że nie ma „religii” w ogólności, że nie istnieje jakaś wspólna koncepcja Boga i wspólna wiara w Niego, że różnica dotyczy nie tylko przesłania zmieniających się obrazów i form konceptualnych, ale ostatecznych wyborów”.

Wasza Świątobliwość całkowicie zgadza się zatem z Leonem XIII i Piusem XI co do zagrożenia prowadzącego – poprzez działania takie jak w Asyżu w 1986 r. – do synkretyzmu i religijnego indyferentyzmu.

Niebezpieczeństwo ukazane również przez ojców Soboru Watykańskiego II, którzy w „Unitatis Redintegratio” w kwestii ekumenizmu nie z innymi religiami, ale z innymi „chrześcijanami”, sugerowali ostrożność: „Nie można wszakże uznać współudziału w świętych czynnościach (communicatio in sacris) za środek, który bez zastrzeżeń należałoby stosować dla przywrócenia jedności chrześcijan”. Wasza Świątobliwość nauczał w tym czasie – choć nie zawsze był rozumiany nawet przez katolików – że dialog odbywa się i może się odbywać nie między teologiami, ale między kulturami; nie między wyznaniami, ale między ludźmi, w świetle tego, co wszystkich nas wyróżnia: rozumu ludzkiego.

W oderwaniu od pogańskiego panteonu starożytności, nie narażając na niebezpieczeństwo czystości wiary w imię teologicznego kompromisu; nie zezwalając, by Objawienie, które nie jest naszym, zostało zmanipulowane przez ludzi i teologów pragnących pogodzić to, co do pogodzenia nie jest; nie dając możliwości, by Chrystus, „znak sprzeciwu”, został usytuowany na tym samym poziomie co Budda czy Konfucjusz, którzy zresztą nigdy nie mówili, że są Bogiem.

Z tych też powodów pragniemy przedstawić Waszej Świątobliwości nasze niepokoje.

Obawiamy się, że cokolwiek Ojciec Święty powie, telewizja, gazety i wielu katolików zinterpretują to, odnosząc się do przeszłości i panoszącego się indyferentyzmu; że cokolwiek Ojciec Święty stwierdzi, wydarzenie to będzie odczytane jako ciąg dalszy manipulacji osobą Franciszka, zmienionego przez współczesnych ekumenistów w irenistę i synkretyka bez wiary. Już teraz się to dzieje…

Boimy się, że cokolwiek Ojciec Święty powie, gwoli wyjaśnienia, do prostych wiernych – takich jak my – na całym świecie dotrze jeden fakt (bo tylko taki będzie przekazywany np. w telewizji): Namiestnik Chrystusa nie tylko rozmawia, dyskutuje, prowadzi dialog z przedstawicielami innych religii, ale także modli się z nimi. Zupełnie jakby sposób i cel modlitwy były obojętne.

I wielu niesłusznie uwierzy, że Kościół poszedł na kompromis, że uznał – zgodnie z myślą New Age – iż modlitwa zanoszona do Chrystusa, Allaha, Buddy czy Manitu jest w gruncie rzeczy tym samym. Że animistyczna i muzułmańska poligamia, hinduskie kasty czy politeistyczny spirytualizm animistyczny mogą iść w parze z chrześcijańską monogamią, prawem miłości i przebaczenia oraz Bogiem Trójjedynym.

Ale tak jak Wasza Świątobliwość pisał we wspomnianej już książce: „Przy nieróżnicowaniu religii oraz uznaniu, że wszystkie one oczywiście dają się rozróżnić, ale mimo wszystko są sobie równe, niemożliwe jest pójście do przodu”. Wasza Świątobliwość, sądzimy, że nowy „Asyż 1986” nie przyczyni się do uratowania ani jednego chrześcijanina na Wschodzie: ani w komunistycznych Chinach, ani w Korei Północnej, ani w Pakistanie czy w Iraku… Wielu wiernych natomiast nie pojmie, dlaczego właśnie w tych krajach w dalszym ciągu ludzie giną męczeńską śmiercią, by nie wyrzec się spotkania nie z jakąś religią, ale z Chrystusem. Tak samo jak apostołowie.

W obliczu prześladowań możliwe są rozwiązania polityczne, dyplomatyczne, dialog nieoficjalny i oficjalny: niech wszystkie one będą podejmowane najskuteczniej jak to możliwe.

Z serdecznością Waszej Świątobliwości i pragnieniem pokoju dla wszystkich ludzi.
Jednakże bez otwierania, przed tymi, którzy pragną siać zamęt i wzmagać relatywizm religijny, przedpola wszystkich relatywizmów – możliwości, w tym także tej medialnej, równie dla nich interesującej jak powtórka „Asyżu 1986”.

Z synowskim oddaniem

Francesco Agnoli
Lorenzo Bertocchi
Roberto de Mattei
Corrado Gnerre
Alessandro Gnocchi
Camillo Langone
Mario Palmaro

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Cywilizacja Łacińska i jej wrogowie

Rozmowa z Pawłem Skrzydlewskim ( przeprowadzona przez portal Teologia Polityczna)
Mateusz Niemyjski: Feliks Koneczny podkreślał w swych dziełach istotną rolę Kościoła w oddziaływaniu na polskie państwo i społeczeństwo. W swoich książkach Koneczny stawia mocne tezy: „Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie”, lub w innym miejscu: „Działania przeciwko kościołowi są działaniami przeciwko Polsce”. Czy myślenie Konecznego w dobie postępującej w Europie laicyzacji, nie jawi się dziś jako swoisty archaizm?
Paweł Skrzydlewski: W każdej kulturze i cywilizacji odnajdujemy jakieś zjawiska religijne. Religia jest częścią racjonalnego sposobu zachowania się człowieka. Wypływa niejako z natury człowieka. Życie religijne ma ogromny wymiar społeczny, i taką tezę konstruuje Koneczny. Autor Dziejów Rosji był tym historykiem, który mocno podkreślał cywilizacyjno-twórczy wkład Kościoła katolickiego w dzieje narodu polskiego. W książce Święci w dziejach narodu polskiego Koneczny twierdzi, że historii Polski nie sposób pojąć bez uwzględnienia tego właśnie wymiaru religijnego.Odejście od religii, a tym samym od nauki Kościoła katolickiego, to nie jedyne zagrożenie, które dostrzegł Koneczny. Poważnym niebezpieczeństwem jest również sakralizacja życia społecznego (ludzkiego!) poprzez aprioryczne, sakralne prawo religijne. Niewątpliwie są cywilizacje, w których wpływ religii na społeczeństwo ma charakter w ostatecznym rozrachunku pejoratywny, gdyż doprowadza do sakralizacji życia społecznego, sakralizacji ludzkiej kultury. Koneczny nie chce tryumfu państwa klerykalnego, przedstawia koncepcję państwa, którego społeczeństwo wyznaje chrześcijańskie wartości. Jednym z filarów cywilizacji łacińskiej jest właśnie fakt rozumnego rozdziału sfery życia religijnego od sfery życia państwowego. To rozróżnienie jest jakby sprawą naturalną dla Kościoła Katolickiego i dla państwa łacińskiego. Podobne rozgraniczenie pojawiło się już w filozofii św. Tomasza z Akwinu w traktacie De regno, a także w dziełach Św. Augustyna, który dokonał rozdziału na civitas dei i civitas terra.
Koneczny w całej swojej twórczości, szczególnie w Rozwoju moralności pisał, że religia oraz dekalog nie są realizacją sztucznych praw, które egzystencjalnie nie wiążą człowieka. Brak religii jest jednym ze źródeł deprecjacji godności człowieka i jego zniewolenia. Religia chrześcijańska jest – zdaniem Konecznego – wsparciem i fundamentem personalizmu, wolności i świadomości swej osobowej godności. Dlatego walka z religią, która rozgrywa się współcześnie w kulturze, jest walką o to, a żeby zawłaszczyć człowieka.
Zdaniem Konecznego – odchodzenie Europy, poszczególnych krajów od chrześcijaństwa, to oczywiste odcinanie się od historycznych korzeni. Chrześcijaństwo w rozumieniu Konecznego jest czymś, co określa naszą tożsamość, co stanowi jej istotną część. Odcinanie się od tej religii jest więc swoistym samobójstwem. W świetle pism autora O wielości cywilizacji – proces walki z religią chrześcijańską ma również swój wymiar cywilizacyjny. Walka z Kościołem Katolickim jest w dużej mierze walką ze źródłami i elementami cywilizacji Zachodu. Inna rzeczą jest, że forma życia społecznego w oparciu o wartości chrześcijańskie jest zagrożeniem dla innych cywilizacji, że bywa postrzegana jako rujnowanie wielu elementów życia społecznego formowanych w oparciu o niezachodnie cywilizacje. Mówię tu choćby o sprzeczności jaka pojawia się, gdy przyjmiemy wizję człowieka płynącą z Ewangelii a formą życia jaką jest system kastowy, czy też życie rodzinne ukształtowane w rodzinach poligamicznych.
Co grozi krajom, w tym i Polsce, jeśli nie będą przestrzegać zasady cywilizacji łacińskiej? Zasad budowanych w oparciu o solidaryzm, życzliwość, subsydiarność.
Paweł Skrzydlewski: Zasady cywilizacji łacińskie są nam dobrze znane. Pierwsza z nich mówi o tym, że życie społeczne w ramach cywilizacji łacińskiej musi mieć na uwadze rozwój samego człowieka, poprzez trwanie i umacnianie podstawowej ludzkiej wspólnoty, jaką jest rodzina, oparta na monogamicznym, nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety. Drugim ważnym elementem jest edukacja oraz powrót do korzeni historycznych, filozoficznych i teologicznych Europy, które ostatecznie umacniają rozwój i trwanie narodu. Jest to – zdaniem Konecznego – pewne panaceum na odbudowanie kultury Zachodu.Jeśli Polska nie będzie przestrzegała zasad cywilizacji łacińskiej, grozi nam stan cywilizacyjny, który Koneczny zobrazował onegdaj na przykładzie Rosji oraz Indii. Państwo, które nie jest wierne swoim zasadom, musi zginąć. Upadek cywilizacji łacińskiej na jakimś terenie, w jakimś regionie, nie musi być upadkiem globalnym, są też wyraźne, jawne świadectwa silnego odradzania się cywilizacji Zachodu. Przykładem takiego renesansu są Stany Zjednoczone i ruch tworzony wokół telewizji EWTN, takich postaci jak Matka Angelica, Ojciec John Corapi i inni.W XIII wieku na Zachodzie rozrastały się potężne sekty, herezje, rozwijała się gnoza, a mimo to, pojawiły się takie osoby jak św. Tomasz z Akwinu, które swoją działalnością ratowały kulturę zachodu. W XX wieku taką osobą, która uratowała kulturę zachodu był Jan Paweł II. Ojciec święty pisywał o powyższych zagrożeniach m.in. w encyklice Evangelium Vitae.Pamiętajmy również o tym, co stanowiło przesłanie dla twórczości Feliksa Konecznego, który w Myśli narodowej z 1933 roku pisał: „Bezsilne jest zło w życiu publicznym, dopóty, dopóki utrzymuje maskę dobra”.
Polskę postrzega Koneczny jako kraj frontowy, leżący między cywilizacją turańską, tj. Rosją, i cywilizacją bizantyjską, tj. Niemcami. Czy w związku z tym konflikt na tle cywilizacji, które wyrastają z innego pnia, jest nieunikniony?
Koneczny, a za nim Samuel Huntington podkreślają, że konflikty cywilizacyjne są nieuniknione. To, że zdaniem Konecznego znajdujemy się o obrębie konfliktu, może się okazać jednak naszą szansą. Już starożytni powiadali: Quae nocent, donocent. Życie narodowe, życie cywilizacyjne, to pole walki. Najlepszą strategią jest benedyktyńska zasada Ora et labora, która pozwala zebrać siły i nabrać pokory. Taka strategia budowana na solidnym fundamencie umacnia nasze wartości.Koneczny wiek temu był zdania, że Polska ma pewną cywilizacyjną misję do wykonania, misję moralną wobec innych narodów europejskich. Czy ta teza Konecznego nie straciła dziś na znaczeniu?Celem dziejowym Polski jest uczynienie z polityki działalności dobrej moralnie. Koneczny pokazywał, że jest to obecne w historii Polski od początku. W dziejach Polski i Europy widzimy różne wydarzenia, które pokazują nam walkę o to, a żeby polityka była moralna. Na przykład koncepcje unii obecne w dziejach Polski, jako zjednoczenia równych z równymi, nie do panowania jednego nad drugim, ale dla wzajemnej pomocy. To przesłanie jest widoczne m.in. w przedmowie do Unii horodelskiej z 1413 roku „nie dozna łaski zbawienia ten, kto się wyrzeknie miłości”. Miłość jako zasada życia społecznego i politycznego, to nie jest teza nowa. Była ona obecna u stoików i u Arystotelesa, który w Polityce pisał, że „miłość wzajemna jest największym z dóbr państwowych”. Koncepcję Arystotelesa i stoików przejął Zachód. Podobne zdanie możemy wyczytać w Ewangelii. Jan Paweł II mówił, że można odrzucić Chrystusa i można odrzucić Zachód, ale w imię, czego? W imię adoracji zła? Takie jest również myślenie Konecznego, na co wskazują jego pisma historyczne. Czy taki podmiot jak Unia Europejska, w którym – mówiąc językiem Konecznego – ścierają się różne cywilizacje, jest możliwe budowanie wspólnej hierarchii wartości?
Koneczny jako historyk doskonale zdawał sobie sprawę, że w dziejach Europy – były, są i będą pojednania i różnego rodzaju unie militarne, gospodarcze, finansowe. Dla Konecznego takie przymierza są czymś cywilizacyjnie naturalnym. Tymczasem – z perspektywy badań Konecznego – widzimy, że Unia Europejska jest budowana na poważnych błędach antropologicznych. W dziedzinie instytucjonalnej Unia Europejska jest tworem bizantyjskim, jednak większość państw w jej ramach działająca odwołuje się do zasad cywilizacji łacińskiej. Polityka cywilizacji łacińskiej budowana jest w oparciu o interes narodowy, społeczny solidaryzm i dekalog. Tymczasem w cywilizacji bizantyjskiej mamy do czynienia z centralizmem, biurokratyzmem oraz fiskalizmem, z narzucaniem narodom i społeczeństwom obcych im celów. Pamiętajmy, że jeden z twórców ideowych Unii Eurpejskiej to Jean Monnet, dla którego istnienie silnych i suwerennych, narodowych państw, to nie tylko pogwałcenie jedności kultury europejskiej, lecz niebezpieczne źródło wojen, konfliktów, przemocy itp.. Teza Monneta jest oczywiście fałszywa, lecz przecież została uczyniona ideowym fundamentem UE, co świadczy jednoznacznie o wrogim dla cywilizacji łacińskiej stosunku samej UE. Skutkuje to tym, że niejednorodna mieszanina cywilizacyjna, jaką jest UE, zawsze będzie niestabilna i zmienna w swych działaniach, a ostatecznie musi pogrążyć się w marazmie lub po prostu przestać istnieć. Zapewne Koneczny zgodziłby się z tezą, że budowanie tego rodzaju nowej rzeczywistości kulturowej, ekonomicznej, politycznej – to w gruncie rzeczy budowa fikcji – jakieś utopii. Próba syntetyzowania różnych typów cywilizacji jest bowiem zawsze próbą nieudaną.
Dziękuję za rozmowę.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Co dalej z Polską…? Wszechnica Narodowa

Co dalej z Polską…?
Ruch Narodowy wobec prawicy.
wykład wygłosi:
Witold Bałażak
Teoretyk myśli narodowej
Przewodniczący Zarządu Głównego Ligi Polskich Rodzin.
29 stycznia 2011 (sobota) godz.16.00
Kraków – Dębniki, ul. Konfederacka 6
Sala Oratorium w podziemiach
przy kościele św. Stanisława Kostki

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Akcja – Stop indoktrynacji w szkole

Akcja portalu internetowego „Edukacja Klasyczna XXI wieku

Informuję, że na blogu EDUKACJA KLASYCZNA W XXI WIEKU
rozpocząłem akcję informacyjną: ”Stop szkolnej
indoktrynacji!”
W ramach Akcji:
1) rozprowadzam BEZPŁATNY e-book: ”Antypedagogika i inne
herezje”, który można pobrać
tutaj —> http://herezje.gourl.org,
2) opracuję bibliografię krytycznych recenzji (artykułów) na
temat „postępowych” metod i teorii wychowawczych,
3) mogą Państwo zgłaszać do recenzowania kontrowersyjne
metody edukacyjne, które w miarę możliwości czasowych będą
recenzowane.
Akcja: ”Stop szkolnej indoktrynacji!” ma na celu zwrócenie
uwagi na rzekomo naukowe i neutralne światopoglądowo metody
wykorzystywane w edukacji, które tak naprawdę nie są
neutralne, bo zawsze odnoszą się do pewnej wizji człowieka,
bazując na określonej filozofii.
Proszę zatem pobrać darmowego e-booka: ”Antypedagogika i
inne herezje”
–> http://herezje.gourl.org
oraz włączyć się w Akcję, pisząc o niej na portalach
społecznościowych, forach dyskusyjnych czy linkując ze
swoich blogów oraz stron internetowych.
Więcej o akcji: ”STOP SZKOLNEJ INDOKTRYNACJI!” można
przeczytać
tutaj —> http://www.edukacja-klasyczna.pl/?p=795
(zachęcam, aby wysłaś ten link znajomym).
Dziękuję za współpracę
Dariusz Zalewski
http://www.edukacja-klasyczna.pl
Sztuka samowychowania
http://www.tinyurl.pl?0ROSo3EA

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Kto tu jest nienormalny ?

W przedziale pociągu siedzi pięć osób. Znają się, ale udają, że spotkali się po raz pierwszy i przypadkowo. Do przedziału wchodzi młody człowiek – tym razem rzeczywiście przypadkowo. Kiedy pociąg rusza, zaczynają dyskutować o biciu dzieci: „Ależ to nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach! Z dziećmi trzeba rozmawiać, a nie bić! Kto to widział, żeby uciekać się do przemocy?!”

Mężczyzna, który wsiadł ostatni do przedziału, najpierw długo się przysłuchuje. Wprawdzie sam nieraz dostał klapsa i nie sądzi, żeby mu to szczególnie zaszkodziło, ale udział w dyskusji starszych i bardziej wykształconych wydaje mu się nobilitujący, więc chętnie włącza się w rozmowę: „No jasne. Przecież te dzieciaki będą miały potem traumę do końca życia”. Do zatrzymania pociągu wszyscy dyskutują, podając kolejne przykłady negatywnych konsekwencji bicia dzieci. Nie zdający sobie sprawy ze sztuczności całej sytuacji, młody człowiek wysiada, a jego miejsce zajmuje mężczyzna w sile wieku. Przedstawienie powtarza się, podstawieni pasażerowie rozpoczynają dyskusję. Jednak mężczyzna milczy. Jest zdania, że jak czasem dziecku trzeba dać klapsa, to trzeba – dla jego własnego dobra i uchronienia od dużo poważniejszych konsekwencji. Ale do końca podróży nie zabiera głosu. Wysiada bez pożegnania.

Spirala milczenia

Taka pozorowana dyskusja była częścią badań przeprowadzonych w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku przez Elisabeth Noelle-Neuman poświęconych oddziaływaniu opinii publicznej i gotowości obrony własnych poglądów. Wynikiem badań jest teoria, którą autorka nazwała „spiralą milczenia”. Spirala milczenia to inaczej presja, jakiej poddawane są osoby nie podzielające punktu widzenia większości. Główny wniosek płynący z badań brzmi: kiedy zgadzamy się z opinią większości, chętnie wyrażamy własne stanowisko. Jednak kiedy się nie zgadzamy – nie spieramy się, nie protestujemy, nie kłócimy. Milczymy. A może i więcej – zastanawiamy się, czy nie jesteśmy nienormalni i co powinniśmy zrobić, żeby nie czuć się odrzuceni.

W dzisiejszym świecie media tzw. głównego nurtu, czyli największe stacje telewizyjne i radiowe, wysokonakładowe czasopisma i najważniejsze portale internetowe, pełnią rolę podobną do owych osób w przedziale – narzucają tematy, o których wolno mówić, decydują, co jest tematem tabu, które opinie są słuszne, a które „oszołomskie”, co jest, a co nie jest moralne. Ponieważ mało kto jest gotów iść pod prąd obowiązujących opinii, sposobów myślenia i mówienia, trendów i mód, stopniowo dopasowujemy się do opinii – jak się nam wydaje – większości, przez co tracimy to, co najważniejsze – system wartości oparty na wierze w Boga, na Dekalogu, który w jasny sposób określa uniwersalne zasady moralne: najważniejszy jest Bóg, [od admina – proszę nie bić, ale Bóg jest wg mnie tak samo ważny jak człowiek w związku z tym…] trzeba szanować rodziców, nie wolno zabijać, zdradzać, kraść, kłamać… Ich miejsce zajmują niepostrzeżenie dogmaty politycznej poprawności: tolerancja (dla wszystkiego poza konsekwentnym chrześcijaństwem), wolność (od zobowiązań i poświęcenia), prawda, że każdy może mieć swoją prawdę (pod warunkiem, że nic z niej nie wynika).

Wartości czy balast?

Wszystko to sprawia, że osoby, którym bliskie są takie wartości jak: wiara, rodzina, ojczyzna, tradycja, szacunek dla starszych, poświęcenie itp., mają wrażenie bycia w mniejszości i poczucie wyobcowania. Sami wciąż jeszcze są gotowi trwać przy swoich ideałach, ale mówią o nich coraz mniej i rezygnują z przekazywania tego – ponoć dzisiaj zbędnego „balastu” – dzieciom i wnukom. [od admina – i tu jest właśnie podstawowy błąd i główna przyczyna, dlaczego nasza walka nie ma szans na powodzenie, bo jeśli my nie zadbamy o wychowanie naszych dzieci, to zrobi to za nas ktoś inny] Dopiero nadzwyczajne wydarzenia – takie jak śmierć Ojca Świętego czy katastrofa prezydenckiego samolotu [od admina – co do tego to akurat mam mieszane uczucia, te wymienione w artykule są dość tendencyjne, bo do tego wszystkiego należy dodać najważniejsze: GMO, chemtrails, aspartam, i inne tego typu rzeczy, które są dla przeciętnego człowieka bardziej istotne ze względu na to ze zagrażają jego fizycznemu bytowi, a obnażają perfidie producentów i rządzących, którzy się na trucie nas godzą. A niestety to te kwestie czynią nas ‚oszołomami’, ”wariatami’, ‚paranoikami’. w oczach typowego oglądacza TV, ba, nawet tzw. prawicowcy/katolicy w podobne rzeczy nie wierzą…] – potrafią wydobyć ich postawy na światło dzienne i pokazać, że nie tylko nie są nienormalną mniejszością, ale znaczącą, zdrową, wciąż jeszcze większością. Nie tylko wśród „starszych, ubogich, niewykształconych i z małych miejscowości”, jak ze słabo ukrywaną pogardą powtarzają niektórzy przedstawiciele opiniotwórczych „elit”, ale we wszystkich warstwach społeczeństwa. Doskonale pokazywał to film „Solidarni 2010″. Z tego powodu wywołał tak wściekłą nagonkę na autorów.

Jednak poza głównym nurtem (gdzie także zdarzają się tytuły i dziennikarze płynący pod prąd) istnieją media, które stawiają sobie za cel pokazywanie, że nie trzeba wstydzić się poglądów ośmieszanych jako niemodne, średniowieczne, „oszołomskie”, ekstremistyczne, ksenofobiczne, homofobiczne, czy jakie tam jeszcze epitety redaktorzy wielkich redakcji są w stanie wymyślić.

Pod prąd

Takie media po trosze trzeba samemu znaleźć, bo same z trudnością przebijają się przez morze tytułów tylko pozornie różniących się między sobą czasopism czy stacji telewizyjnych i radiowych. Wśród nich ważną rolę pełnią media katolickie. Po pierwsze dlatego, że dla dorosłego człowieka, który nie przynależy do żadnego ruchu religijnego, są bodaj jedyną okazją (może poza niedzielnym kazaniem), by pogłębić wiedzę religijną, dowiedzieć się czegoś więcej o konsekwencjach społecznych, kulturowych, politycznych wynikających z chrześcijaństwa. Jest też drugi ważny aspekt: dzięki nim można odkryć, że wyniesione z domu wartości i moralność to nie fobie, stereotypy i kompleksy, ale zdrowe postawy, jak najbardziej zgodne z prawem Bożym, najlepszymi tradycjami naszego narodu i wielopokoleniowym doświadczeniem polskich rodzin.

A oto kilka prawd, które choć dla ludzi dojrzałych, ukształtowanych moralnie i religijnie mogą wydać się banalne, innym jednak pomogą przywrócić właściwe znaczenie pojęć:

– Normalna jest wiara w Boga i gotowość do publicznego jej wyrażania. Nienormalne jest wstydzić się do niej przyznać.
– Normalna jest kochająca się rodzina, czyli matka, ojciec i dzieci. Choć zawsze przeżywa mniejsze czy większe (czasem ogromne) problemy, to najlepiej przygotowuje do życia. Nienormalne, i z ogromną krzywdą dla dzieci, są sytuacje zdrady i rozwodu rodziców. Nienormalne i chore w sensie emocjonalnym są wszelkie relacje homoseksualne. Pomysł, by związkom homoseksualnym dawać przywileje małżonków, jest aberracją, a możliwość adopcji – zbrodnią na dzieciach.
– Normalne jest nazywanie aborcji zabijaniem dzieci, a nienormalne – domaganie się ukarania państwa polskiego za brak procedur umożliwiających zabicie Julki ze względu na ewentualną możliwość pogorszenia się wzroku matki.
– Normalne jest stawianie dzieciom wymagań oraz domaganie się od nich szacunku dla starszych, a nienormalne rezygnowanie z dyscypliny i pobłażanie tym więcej, im bardziej dzieci się rozzuchwalają, a młodzi nie respektują norm społecznych w domu, szkole czy na ulicy.
– Normalna jest miłość ojczyzny, własnego narodu i kultury (przy oczywistym szacunku dla innych), czyli patriotyzm, a wynaturzeniem, kompleksem niższości i egoizmem jest brak tej miłości. Jeśli dziennikarz dużej telewizji prywatnej mówi o „demonach patriotyzmu”, to jego poglądy są nienormalne.
– Normalne jest domaganie się w życiu społecznym prawdy, uczciwości, solidarności, kompetencji, przejrzystości, a nienormalne godzenie się na niesprawiedliwe wyroki sądów, wybory polityków na podstawie koloru krawata, litowanie się nad przestępcami bardziej niż nad ich ofiarami, wyłudzanie rent i przekonanie, że miliony (w tym pierwszy) można i trzeba ukraść.
– Normalne jest pokazanie, co naprawdę myślą ludzie, chcący oddać cześć zmarłemu prezydentowi. Nienormalne – bezkrytyczne schlebianie rządzącym.
– Nienormalne jest przekazanie najważniejszego dla Polaków śledztwa Rosjanom. [od admina – tak jakby polskim śledczym można było ufać, sam autor nawet o tym pisze powyżej, a wiec czy Rosjanie, czy Polacy prowadziliby śledztwo to i tak nie ma znaczenia.]

Media są dla współczesnego człowieka coraz bardziej środowiskiem życia. Jak woda dla ryb, powietrze dla ptaków. Nie sposób przejść przez życie całkowicie poza zasięgiem ich wpływu, zapewne nawet w zakonach kontemplacyjnych, a tym bardziej, jeśli ktoś przygotowuje dzieci i młodzież do dorosłego życia. Wychowanie do właściwego rozumienia i krytycznego odbioru mediów to coraz ważniejsze zadanie współczesnego wychowawcy. Poszukiwanie sprzymierzeńców dla tego dzieła wśród nich samych, to ważna część tego zadania.

Jeśli nie chcemy widzieć świata tak, jak go nam prezentują największe media, szukajmy tych mediów, które wciąż jeszcze widzą go tak, jak my i jak chcielibyśmy, by widziały go nasze dzieci i wychowankowie.
ks. Andrzej Godyń SDB

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz